Sam piszę do Was ten list. Kopertę już zaadresowałem. Znaczek musiałem przylepić klejem, bo mi się za dużo polizało.
Podobno listy są do przekazywania wiadomości, więc opowiem Wam jak byłem z tatą na poczcie, żeby zobaczyć, czy naczelnik ma wąsy. W mojej książeczce ma - długie i czarne. To się nazywa sumiaste. W okienkach były same kobiety, więc sumiastych wąsów nie widziałem. Tata czekał, a ja siedziałem na parapecie koło kaktusa. Stemple dudniły DU-DU!, panie mówiły „3,50” i „tu podpis proszę”. Jeden pan przesunął paczkę i ona zrobiła KSZSZSZ! Nudno mi było. Nic tylko ludzie, koperty, znaczki, kwitki. Aż tu drzwi się otworzyły i coś dużego o dziwnym kształcie wjechało z szurgotem na środek poczty. To coś pchał zgięty mężczyzna w skórzanej kurtce. Miał wąsiki, ale za małe na naczelnika, a pani z okienka paczkowego powiedziała: „Już otwieram, panie Walku”. Wtedy pan Walek wepchnął swoją przesyłkę i powiedział: „błotnik”. Po chwili wtoczył na pocztę dwie samochodowe opony. Pomogłem mu sterować, bo skręcały. Potem przyniósł opakowaną kierownicę i drzwi. Pani odbierała, przyklejała nalepki, stemplowała. I tak po kawałku pan Walek wysłał pocztą prawie całe auto.
Teraz już wiecie.
Jutro znów idę z tatą na pocztę. Może ktoś będzie wysyłał tramwaj?
Kuba