No tak – dwie kreski na teście, i wszystko jasne. Nieplanowana ciąża - jestem zdruzgotana. Mieliśmy jeszcze poczekać, nacieszyć się sobą... No i cieszyliśmy się, tyle że trochę zbyt intensywnie. Arek zrobił wielkie oczy, a na czoło wystąpiły mu kropelki potu. Właściwie powinnam go rozumieć – sama też nie jestem zachwycona – ale jego paniczna reakcja rozwścieczyła mnie. „Czy to coś złego, że będziemy mieli dziecko? Chyba nie masz żadnych innych zobowiązań, kochanie?” – powiedziałam lodowatym tonem. Obraził się.
Byłam w kadrach podstemplować książeczkę ubezpieczeniową. Szefowa kadr rzuciła od niechcenia: – I co, sprawdzamy się? Skąd ona może wiedzieć? USG w oczach ma czy co? Trzy miesiące minęło od ślubu, to zaraz muszę być w ciąży? (niby jestem, ale co to ma do rzeczy?). Odchrząknęłam i wycedziłam przez zęby: – Pani Grażynko, nawet samochód powinien mieć przegląd raz w roku. Nie wzięła mi chyba tego za złe, bo roześmiała się perliście.
Wizyta u ginekologa: potwierdził moje podejrzenia, po czym założył mi kartę ciąży. I dopiero kiedy tak siedziałam po drugiej stronie jego biurka i odpowiadałam na pytania, zrobiło mi się gorąco. Ta cała biurokracja uświadomiła mi, w co się wkręciłam. Że teraz nie ma już odwrotu. Musiałam mieć żałosną minę, bo doktor spojrzał na mnie tak jakoś czujnie i zapytał, czy wszystko w porządku? – No taaak... tylko... Doktor patrzył pytająco. – Czy to dobrze, że będę miała dziecko? – wypaliłam bez sensu. – Ależ oczywiście, droga pani. Czas najwyższy, niedługo stuknie pani trzydziestka! No, nareszcie się ktoś ucieszył. Powściągliwie, jak to mój doktor, ale jednak!
Dziwne, ale ten argument mojego doktorka ciągle chodzi mi po głowie. Pewnie chciał
mi powiedzieć, że za chwilę będę już zbyt sędziwa, żeby bezpiecznie urodzić dziecko. Albo że mogłabym mieć kłopoty z zajściem w ciążę. Ci ginekolodzy tacy są – chcieliby, żeby człowiek miał dziecko zaraz po maturze. Ale ja tego problemu z rozmnażaniem się mieć nie będę, bo najwyraźniej należę do tych kobiet, którym wystarczy, że zawieje wiatr od koszar (jak mawiała moja babcia). Przyszło mi natomiast do głowy coś innego: gdybym miała dziecko za pięć lat, to w chwili, gdy ono zdawałoby maturę, ja byłabym zrzędzącą, nadopiekuńczą paniusią po pięćdziesiątce! Brrr... okropna wizja. To już naprawdę wolę je mieć teraz, dopóki mam szansę złapać jakiś kontakt z młodzieżą!
Zdobyłam się na odwagę i powiedziałam szefowej. – Czekałam, kiedy mi pani powie – ona na to. Zamurowało mnie. – Być w ciąży to nie przestępstwo, pani Aniu, to najbardziej naturalna rzecz pod słońcem. Liczyłam się z tym, poradzimy sobie, a pani sobie spokojnie urodzi. – Naprawdę? – bąknęłam.
– Może mi pani wierzyć, sama urodziłam trójkę. – Ale mi ulżyło! A kiedy wychodziłam z pracy, na dole czekał na mnie Arek z wielkim bukietem róż. Najwyraźniej mój mężczyzna postanowił przestać się dąsać z powodu faktów dokonanych (w końcu także przez niego). Czyż życie nie jest piękne?
Zadzwoniłam do mamy. Bardzo się przejęła, chciała zaraz do nas jechać z drugiego końca Polski. Uświadomiłam jej, że mam przecież męża i to on powinien się mną opiekować. A już mój tata przeszedł samego siebie – na wieść, że zostanie dziadkiem, jęknął: biedna Ania! Stanowczo moi rodzice są nazbyt opiekuńczy.
Wysypka na skórze niemowlęcia może mieć różne podłoże. Rozmaite krostki, plamki i grudki mogą ...
od jakiegoś tygodnia siedzi sama :) choć jak spojrzy w górę to robi fik :) ale jest przeczęśliwa jak widzi świat z innej perspektywy.. nie pozwalam jej jeszcze za dlugo ...
U mnie widac dopiero od paru dni, a jestem w 14 tc :) i tez zalezy jaka rzecz naloze bo jezeli ubiore cos luzniejszego badz z falbankami to raczej ciezko ...