pracuje w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie. Zajmuje się między innymi diagnozą psychologiczną, poradnictwem dla rodziców i nauczycieli. Prowadzi grupowe zajęcia terapeutyczne dla dzieci, spotkania psychoedukacyjne. Prowadzi tzw. grupę wsparcia dla rodziców dzieci niepełnosprawnych. Uwielbia dobre książki, muzykę i zieleń.
Mój synek ma 2 latka i 6 miesięcy. Jest bardzo mądrym chłopcem, ale bardzo upartym. Staramy się nie spełniać wszystkich jego zachcianek. Szczególnie tych wynikających z samej upartości. Np. gdy upiera się, że babcia ma mu podać jedzenie a nie ja (mama), a gdy babcia to robi to on nagle zmienia zdanie i nagle ja mam mu dać jeść i tak próbuje nas wodzić za nos. Lub gdy picie stoi na wyciągnięcie jego rączki, a on urządza awanturę, bo to ja mam przejść przez pół pokoju żeby mu to picie podać, bo on sam nie weźmie. Oczywiście dla mnie nie jest problemem podanie mu tego picia, ale nie mogę dopuścić do tego, żeby wszyscy domownicy byli na skinienie palcem zależnie od Kacperkowego widzi mi się. Nie mozemy mu ustępować na każdym kroku, bo nie będzie umiał żyć z innymi dziećmi i może mieć problemy chociażby w przedszkolu, gdzie nikt nie będzie na każde jego skinienie. Czasem sytuacje takie kończą się łagodnie, Kacper w końcu ustępuje, czasem udaje mi się obrócić sytuację w żart i wtedy jeszcze chętniej wykonuje różne polecenia. Staram się sprawiać, by on sam chciał robić to, co mu się mówi i przekazywać mu moje wymagania w sposób dla niego przystępny. Ale zdarzają się sytuacje gdy Mały staje się nieznośny. Robi wszystko na złość bez powodu. Bawi się grzecznie a za chwilę zaczyna "wariować", rzucać zabawkami, trzaskać drzwiami, mimo, że nieraz doświadczał konsekwencji takiego zachowania. Staram się go rozumieć bo wiadomo, że dziecko w przypływie dobrego humoru może czasem dostać tzw. "głupawki", ale staram się wtedy spokojnie, ale stanowczo uprzedzać go, że takie zachowanie nie jest dobre, że jeżeli nie przestanie to np. zniszczy autko, którym rzuca. Gdy mimo to nie przestaje to np. zabieram mu zabawkę mówiąc, że dostanie ją z powrotem gdy się uspokoi. To też niekiedy działa, ale czasem zdarza się tak, że w przypływie tej "głupawki" jakiekolwiek postawienie mu granic czy nakłonienie do czegokolwiek (np. pójście się myć) kończy się furią. Ale nie taką, w której po prostu trochę pokrzyczy, potupie nóżkami i mu przejdzie. On wrzeszczy histerycznie, ale tak, że zdziera sobie gardło, zaczyna mieć dziwne ruchy, np. drapie się po ciele rączkami, ostatnio podrapał sobie tak brzuszek, że zostały czerwone ślady. I nic nie działa, to trwa bardzo długo. Ja naprawdę staram się stosować do różnych rad i do tego co mi mój własny rozum i serce podpowiada, ale nic nie skutkuje. Zachowuje w takich sytuacjach spokój, staram się przeczekać najgorsze i zainicjować rozmowę. Po jakimś czasie skutkuje, gdy mówię mu, że nie mogę go zrozumieć gdy tak płacze to zaczyna się opanowywać by powiedzieć o co mu chodzi. Ale mija sporo czasu zanim w ogóle dotrze do niego jakikolwiek mój komunikat. Gdy w końcu udaje mi się z nim porozmawiać to słucham co chce powiedzieć i tłumaczę mu czemu nie mogę się na coś zgodzić. Po kilkunastu razach uspokaja się, ale szczerze nie jestem pewna czy dlatego, że zrozumiał, czy dlatego, że nie miał już siły. Takie ataki furii potrafią trwać nawet kilkanaście minut. Dziecko jest po tym tak wyczerpane, że najczęściej wtula się we mnie i zasypia a mnie chce się płakać i jestem przerażona tym wszystkim. Nawet śpi później nerwowo, jakby miał tiki, a ja cały czas się zadręczam czy na pewno dobrze się zachowałam, czy nie należało mu ustąpić żeby zapobiec takiej maksymalnie nerwowej sytuacji dla dziecka. Nie chcę żeby to później źle się odbiło na jego psychice, ale wiem też, że nie mogę mu zawsze ustępować bo w ten sposób też mogę zrobić mu krzywdę. Kacperek jest naprawdę bardzo bystrym chłopcem, w sekundzie wszystko "łapie", wszyscy wokół dziwią się, że tak pięknie i dużo mówi, że jest taki towarzyski i otwarty. Wiem, że każda matka wychwala swoje dziecko pod niebiosa, ale to nie jest tylko moja opinia. Nie chcę żeby przez takie sytuacje stał się nerwowym albo wystraszonym dzieckiem. Bardzo proszę o jakąś radę. Z poważaniem: Anna
Witam. Przytoczony przez Panią opis napadów furii u dziecka przypomina tzw. temper tantrum. W tym wieku może się to zdarzać. Dziecko intensywnie rozwija się intelektualnie, ale również pod względem emocjonalno-społecznym. Jest to czas znacznej labilności emocjonalnej (łatwość przechodzenia w skrajne stany emocjonane - np. od śmiechu do łez), dzieckiem targają skrajne, często sprzeczne, ambiwalentne emocje, kształtuje się poczucie własnej tożsamości, odrębności, niezależności od otoczenia. Dziecko zaczyna też dostrzegać własny wpływ na otoczenie, konsekwencje swoich działań, z drugiej strony dostrzega też wielkoścć świata, czasem dla malucha przytłaczającego. Wszystko to może objawiać się dużym napięciem rozwojowym, które dziecko rozładowuje we wspomniany wyżej sposób. W miarę upływu czasu, dojrzewania układu nerwowego, kształtowania umiejętności kontrolowania swojego zachowania, emocji to trudne zachowanie powinno ustępować lub występować rzadziej. Opisane przez Panią spsosby radzenia sobie w tych sytuacjach wydają sie być dobre, przy czym może zdarzyć się tak, że nie zawsze zadziałają. Nie do końca mamy na to wpływ. Dziecko, by w pełni rozwinąć swoją wewnętrzną przestrzeń emocjonalną i psychiczną, musi doświadczyć pełnej gamy uczuć i emocji, również takich jak gniew lub złość. Tylko wówczas nauczy się je rozpoznawać u siebie i innych i z pomocą m.in. rodziców konstruktywnie radzić sobie z nimi. Kiedy nic nie działa, najepiej przeczekać obserwując dziecko, by w emocjach nie zrobiło sobie krzywdy. Jeśli tak się dzieje, trzeba zareagować, np. przytuleniem, łagodnym lecz dość zdecydowanym przytrzymaniem - bezpieczeństwo jest bowiem priorytetem. W serwisie znajdują się już moje odpowiedzi dotyczące postępowania w przypadku furii, zachęcam do analizy. Pani strategia wychowawcza, zakładająca spokojną konsekwencję jest słuszna. Jeśli dziecko dostrzeże, że wpadanie w furię jest efektywne, np. wówczas mama ulega, dziecko może częściej sięgać po to rozwiązanie. Oczywiście nie należy przesadzać, wiele sytuacji warto próbować rozwiązać właśnie wspomnianym przez Panią poczuciem humoru, odwracaniem uwagi, rozmową. Na pocieszenie dodam, że w swojej praktyce spotkałam wiele dzieci, u których to trudne zachowanie trwało zdecydowanie dłużej. Naturalne jest też, że po tak intensywnych emocjach, płaczu dziecko jest zmęczone, był to bowiem duży wysiłek. Warto nie zapominać o regularnej, odpowiedniej dawce ruchu, by rozładować negatywne emocje i nadmiar energii. Jeśli problem będzie przybierał na intensywności lub utrzymywał się, proszę udać się do psychologa.
Jeżeli Twoje pytanie zostanie opublikowane, imię i miejscowość podana w formularzu powyżej zostanie dołączona do pytania. Możesz nie podawać danych jeżeli nie chcesz ich publikować.
Odpowiedź na pytanie zadane przez Ciebie zostanie wprowadzona do serwisu. Inni użytkownicy serwisu dlarodzinki.pl też będą mieli możliwość się z nią zapoznać.
*wypełnienie tego pola nie jest wymagane.
Jedną z najważniejszych rzeczy, o których należy pamiętać...
Poród nie kończy się z chwilą urodzenia dziecka. Zobacz...
W 21 i 22 tygodniu ciąży samopoczucie przyszłej mamy jest...
Wspomnienia z przedszkola często zostają na całe życie....
Czy mężczyzna może sprawdzić się w roli opiekuna do...
W ostatnich latach pojawił się nowy problem, z którym...
Prosta, efektowna i niezwykle szybka dekoracja do pokoju...
Smaczny, szybki i wypróbowany przepis na sernik po...
Przyszła mama może być piękna i atrakcyjna. Doskonale wie...
Pobyt dziecka w szpitalu nie musi wiązać się z...
Pola prosi o klik :) Mozna klikac codziennie do konca maja :) [url]http://pl.lennylamb.com/user/show_photo/4650[/url]
ZUZABELKA-Ja stosuję balsam palmers dla kobiet w ciąży.Rozstępów nie widać,oczywiście poza tymi z pierwszej ciąży:confused:ładnie pachnie,dobrze się wchłania,więc jestem zadowolona:rolleyes:dziewczyny kiedyś podawały rożne kremy,ale nie pamietam nazw:confused:
Ewa, i jak zaczynasz motać, to małego wsadzasz jak jeszcze luźno jest z przodu, czy najpierw ściągasz i dopiero małego wsadzasz?
a my z Michałem leżymy w łóżku i spiewamy pieśni kościelne...wkońcu w niedziele komunia...dobrze, że tego nie słyszycie hehe...pan mąż opuścił dom;)