Mnie udało sie uporać z ta niechęcią do pomagania. Recepta jest dziecinnie prosta. Wszystkie zajęcią domowe muszą stać się prawdziwą przygodą. Łatwo napisać, ale jak wprowadzić to w życie?
Każdy rodzic musi posiadać choć odrobinkę wyobraźni (bez tego nie udałoby się przetrwać ani roku z naszym potomkiem). Wiadomo, każde dziecko lubi co innego, dlatego na każde musimy zanleżć inny sposób.
Z własnego doświadczenia: moja Pola uwielbia tańczyć, więc jak zamiatam podłogę, włączam głośno muzykę, daje mojej córeczce miotłę, która jest jej partnerem i pląsamy po pokoju zamiatając "przy okazji" (ta sama operacja sprawdza sie przy wycieraniu). Kiedy chcę, żeby pomogła mi w kuchni, zakładam jej fartuch, czapkę i sprawiam, że czuje się jak kucharz w restauracji, a ja jestem jej pomocnikiem. Ona czuje się wtedy taka dumna z siebie, że z największą rozkoszą piecze ciasta, robi kolację a po wszystkim wkłada naczynia do zmywarki. Wszyscy są szczęsliwi: Ona bo wierzy, że wszystko zrobiła sama, Ja bo choc na chwilkę odkleiłam ją od bajek i spedziłam z nią czas.
Podsumowując. Rodzice - zamieńcie się czasami w tancerzy, pomocników szefa kuchni, postacie z bajek i na co wam tylko wyobraźnia pozwoli! Może podłoga nie będzie idealnie czysta, może wysypie się trochę mąki, ale wasze dzieci za 20 lat, kiedy same będą rodzicami, powiedzą do swoich pociech "chodź, zrobimy coś razem tak jak kiedyś ja z mamą/tatą...to była świetna zabawa". Bo w końcu zapewnienie cudownych wspomnień z dzieciństwa jest jednym z naszych rodzicielskich zadań.
Powodzenia i wyobraźnia w ruch :)