Mój dwumiesięczny synek miał problemy z zasypianiem, budził go nawet najmniejszy hałas. Gdy któreś z nas go usypiało, w domu musiało być idealnie cicho. A gdy Tymek już zasnął, rozmawialiśmy szeptem, wyłączaliśmy telewizor i ściszaliśmy telefony, by tylko zbyt szybko się nie obudził. W końcu powiedziałam: dość. Postanowiliśmy, że odtąd będziemy usypiać małego przy muzyce, której najczęściej słuchałam w ciąży. To poskutkowało do tego stopnia, że po kilku dniach muzycznej „terapii” w porze snu mały sam się wyciszał i zasypiał bez większych problemów. Przestał też budzić się z byle powodu. A my wreszcie możemy normalnie rozmawiać, robić pranie czy gotować – bez obawy, że najmniejszy szmer zbudzi dziecko. Polecam ten sposób wszystkim obecnym i przyszłym mamom.