Do buziek moich dzieci codziennie "leciały samolociki z jedzonkiem", ale jakimś trafem nigdy nie mogły tam wylądować. Nie pomagały też zastępy misiów sadzanych przy stole ani znoszenie innych gadżetów nakłaniających do jedzenia. W końcu postanowiłam przechytrzyć moich Tadków-niejadków.
Przez kilka dni nie podtykałam dzieciom jedzenia co chwilę, mimo iż wydawało mi się, że są już głodne. Choć to było trudne poczekałam, aż moje szkraby same zainteresują się, co będzie na obiad czy kolację. Proponowałam im posiłek tylko wtedy, kiedy wiedziałam, że są już naprawdę głodne. I to naprawdę zadziałało!
Poza tym staram się dbać o różnorodność potraw oraz by posiłki wyglądały na talerzu kolorowo i apetycznie. Ziemniaki i pulpecik będą się lepiej prezentowały w towarzystwie zdrowego zielonego groszku czy suróweczki z marchewki.
Nie nakładam również zbyt dużych porcji, bo to zniechęca dzieci do jedzenia. Mniejsza ilość na talerzu daje szansę na zjedzenie jej w całości. Po takim "wyczynie" chwalę swoją pociechę i obiecuję jakiś miły podwieczorek. To naprawdę skutkuje. Ważne jest by nie zmuszać dziecka do jedzenia i nie toczyć z nim wojny nad talerzem.