Przy stole rozgrywały się dantejskie sceny: od wymyślonych bólów brzucha, po całkowite lekceważenie naszych próśb, wyrzucanie posiłku, płacz i histerię. Wymyśliłam sposób, żeby uatrakcyjnić jakoś posiłki mojego niejadka. Kupiłam specjalną bajkową zastawę i wymyśliłam historię o uwolnieniu króliczków, które ją zdobiły. Kilka wieczorów poświęciłam nawet na napisanie opowieści o malutkich króliczkach z nowej zastawy. I choć może pisarka ze mnie nie najlepsza, mój maluszek tak przejął się ich losem, że postanowił pomóc je uwolnić i zjadał każdy kęs coraz chętniej, widząc coraz więcej z postaci króliczków odkrywających się na talerzu.
Zadbałam też, by posiłki były jak najbardziej urozmaicone i kolorowe: przygotowywałam warzywa na parze, kolorowe sałatki, przyozdabiałam kanapki w buźki i piegi... a moje poświęcenie nie poszło na marne. Do tego starałam się komponować posiłki mniejsze, ale przygotowywałam je częściej. Po moich staraniach mój. Maluch jadł z większym entuzjazmem!
Wysypka na skórze niemowlęcia może mieć różne podłoże. Rozmaite krostki, plamki i grudki mogą ...